Spin Room

Nowoczesna strona polityki.

BitterGate

Posted on | kwiecień 13, 2008 | 2 Comments

Zaczęło się bardzo niewinnie – od reportażu z cyklu „Off The Bus” umieszczonego na Huffington Post. Jednak w tym reportażu znalazło się zdanie, które szybko zostało wyrwane z kontekstu i powtórzone milion razy. Tego spokojnego piątkowego popołudnia, wybuchło „Bittergate” – afera która może przyczynić się do przedłużenia tej kampanii o kolejne miesiące. Warto przyjrzeć się tej sprawie, gdyż jej przebieg w dobry sposób ilustruje, jak wygląda i jak szybko toczy się kampania wyborcza XXI wieku i jak nakręca się „spin cycle” (cykl spinowy? to określenie które nie ma niestety dobrego polskiego odpowiednika).


Huffington Post to opiniotwórczy serwis internetowy, hybryda platformy blogowej i klasycznej organizacji medialnej. To właśnie na Huffington Post Barack Obama umieścił swój tekst będący jego pierwszą poważną odpowiedzią na kontrowersje wokół pastora Wrighta. Następnym etapem rozwiewania tych wątpliwości było przemówienie „A more perfect union”. Na tym serwisie publikowała też Hilary Clinton. HuffPo jest uznawany za jedno z centrów liberalnej blogosfery.
W piątek, dziennikarka HufPo, Mayhill Fowler umieściła na będącym stałą częścią serwisu blogu Off The Bus, reportaż z jednego z fundraiserów (przyjęć na których zbierane są pieniądze na kampanie, wstęp może kosztować np. 200 dolarów, to słowo też nie ma dobrego polskiego odpowiednika) Baracka Obamy. Na tym fundraiserze Obama opisał mieszkańców Pennsylwani i Środkowego Zachodu tymi słowami :

Byli zwodzeni przez każdą kolejną administracją. (…) I nie dziwię się że stali się zgorzkniali i zwrócili się ku religii, prawu do noszenia broni albo nietolerancji dla innych lub wyrażają swoje frustracje przez niechęć do imigrantów albo umów o wolnym handlu.

To było to. Błąd na który czekali tylko Hilary i McCain. Na pewno to co powiedział Obama było zgodne z prawdą, ale na pewno mógł też użyć lepszych słów. Nie było trudno oskarżyć go o elitaryzm i pogardę dla prostych ludzi.

I tak też się stało. Reakcja sztabu Hilary była błyskawiczna. Równie szybko do ataku ruszył McCain. Oboje uderzali w podobne tony.

Hilary :

“Ameryka nie potrzebuje prezydenta który patrzy na nich z góry .

Steve Schmidt , rzecznik McCaina :

Obama pokazał zapierający dech w piersiach brak szacunku dla ciężko pracujących amerykanów”

Blogosfera eksplodowała, podobnie jak media tradycyjne – dosłownie w ciągu godzin.

I zaczęło się – od piątku temat ten nie schodzi z “czołówek mediów”, zarówno tych tradycyjnych jak i internetowych. Obama próbował wyjaśniać co miał na myśli, twierdząc że chciał tylko zaznaczyć co jest najważniejsze dla amerykanów którzy stracili wiarę w kolejne ekipy w Waszyngtonie. Jego sztab rozesłał dziennikarzom ten klip youtube, nagrany tego samego dnia na wiecu w stanie Indiana.

Ale było już za późno.

Temat nie zmarł śmiercią naturalną ani w sobotę, ani dziś. Był szeroko komentowany w niedzielnych programach publicystycznych, takich jak Meet The Press. I na pewno będzie tematem środowej debaty, jak i spotów telewizyjnych Hilary w Peenssylwani. Sprawę nieco utrudnia brak klipu video, który mógłby całkowicie pogrzebać szanse Obamy na zwycięstwo w Pennsylwanii.

Oczywiście kluczową kwestią jest to na ile udało się kampaniom McCaina i Hilary przekonać odbiorców w Pennsylwannii że Obama rzeczywiście gardzi ich stylem życia. To dopiero pokażą sondaże.

Niemniej jednak można wyciągnąć pewne wnioski. W takich przypadkach sprawa wygląda mniej wiecej zawsze tak samo.

1) Kandydat mowi cos nierozsądnego/głupiego/nie-do-końca prawdziwego.
2) Jedna ze stacji/jedna ze stron o polityce/ zaczyna pokazywać video/audio lub w ostateczności zaczyna przytaczać feralne słowa.
3) Wszystkie inne stacje/strony o polityce/blogi zaczynają robić to samo.
4) Kampania kandydata/kandydat wydaje oświadczenie w którym przeprasza i/lub wyjaśnia to co miał/a na myśli.
5) Klip ląduje na youtube i jest linkowany tysiące razy ew na youtube trafiają przeprosiny lub wyjaśnienia (jeśli nie ma video)
6) Zaczyna się spin : komentatorzy, eksperci na wszystkich kanałach TV zaczynają „ustawiać” opinię i tłumaczyć o tym co się w zasadzie wydarzyło. Tak samo zaczynają robić zwolennicy kandydata, wcześniej starannie wyselekcjonowani i przygotowani. Rozgrzewają się rozmowy konferencyjne z dziennikarzami prowadzone przez sztaby kandydatów. Wygrywa strona która ustawi narracje we właściwym dla niej kierunku, ale w porozbijanym na miliony kawałków świecie mediów, stacji TV, blogów i for dyskusyjnych trudno coś takiego zrobić w jednoznaczny sposób. Również media same w sobie podgrzewają całą sprawę, z przyczyn dość oczywistych. Historia zaczyna żyć własnym życiem i ma niespodziewane zwroty. Tak było np. z oskarżeniami Obamy o plagiat – po pewnym czasie wyszło na jaw, że Hilary też wykorzystywała w swoich wypowiedziach wypowiedzi innych, m.in. swojego męża.
7) Komentarze, reakcje, ataki i kontr-ataki też trafiają na youtube i są powtarzane i komentowane setki i tysiące razy.
8) Pętla sprzężenia zwrotnego działa coraz szybciej, mnożą się komentarze, komentarze komentarzy.. Kluczowe w tym wszystkim jest to, czy istnieje zapis video – jeśli nie, historia ma małe szanse na zaistnienie, chyba że jest tak wybuchowa jak Bittergate. Notabene na HuffPro trafił po pewnym czasie plik audio z feralnego fundraisera – będzie idealny do spotów radiowych.Niemniej jednak bez powtarzanego miliony razy skondensowanego, negatywnego komunikatu dziennikarze i blogerzy szybko znajdują sobie inne tematy.
9) Całość wybucha w ciągu kilku godzin i tli się przez jakiś czas, w zależności od wagi sprawy, statusu kampanii i sprawności w odpieraniu i kierowaniu ataków przez sztaby.. Na tym tempie najbardziej traci prasa – kiedy następnego dnia do czytelnika trafiają komentarze i edytoriale, całą sprawa może już zmienić ton i kierunek.

Comments

2 Responses to “BitterGate”

  1. Obama not for losers « Marta Wawrzyn
    kwiecień 14th, 2008 @ 00:19

    [...] historii o “zgorzkniałych” loserach z małych robotniczych miasteczek znajdziecie w Spinroomie, świeżutkim blogu o wyborach. Polecam [...]

  2. viki
    kwiecień 17th, 2008 @ 22:37

    kurcze, jak bylam mala to nie snilo mi sie nawet takie cos jak internet a teraz wyglada na to ,ze zwykli ludzie z niego korzystajacy moga jednoczyc sie w wielkie ruchy obywatelskie i wplywac na polityke. Co to bedzie za 10 lat? I ile potrzeba sledczych w takich np Chinach do kasowania ,,niepoprawnych” postow..?

Leave a Reply