Obama vs GOP w Baltimore
Posted on | styczeń 31, 2010 | 13 Comments
W mijającym tygodniu miały miejsce dwa istotne wydarzenia polityczne. Pierwsze – to doroczne przemówienie prezydenta, State of the Union. Drugie – dość niecodzienne spotkanie Obamy z Republikanami z Kongresu. To drugie spotkanie a właściwie sesja trudnych pytań, niczym debata prezydencka czy town-hall meeting, tyle że z całkowicie wrogo nastawioną publicznością okazało się dużo bardziej interesującym widowiskiem.
Obama przez ponad godzinę odpowiadał na pytania członków Izby Reprezentantów. Dla nieco zdemoralizowanej bazy jego partii, ta debata Obama vs GOP musiała być silnym wzmocnieniem morale – prezydent bardzo dobrze radził sobie z kolejnymi pytaniami m.in. o deficyt, reformę zdrowotną, pakiet stymulacyjny, podatki itd. Związani z Demokratami komentatorzy mówią nawet o “masakrze w Baltimore”.
Mówiąc szczerze, to ta debata dużo bardziej może posłużyć realizacji dalszych celów prezydenta niż niemal “rutynowe” dla niego przemówienie w Kongresie. W czasie sesji pytań i odpowiedzi obie strony zaprezentowały się jako dojrzali uczestnicy dyskusji politycznej, wymieniając poglądy i argumenty bez przekrzykiwania się i – co najważniejsze - filtra komentatorów z mediów tradycyjnych/nietradycyjnych.
Całe to spotkanie było transmitowane na żywo przez telewizje kablowe (FOX News przerwał jednak w połowie transmisji) przez co nabrało bezprecedensowego jeśli chodzi o historie polityki w USA charakteru. Do tej pory, tego typu dyskusje toczyły się za drzwiami zamkniętymi (o i ile w ogóle do nich dochodziło). Teraz wszyscy mogli zobaczyć, jak Obama – bez telepromptera – odpiera argumenty swoich przeciwników politycznych.
To może być fragment tej mitycznej i chyba nieco zapomnianej “zmiany w którą można uwierzyć”, przynajmniej jeśli chodzi o sposób prowadzenia dialogu politycznego. W kraju, w którym jak to ładnie podsumował Frank Rich, panuje partyjny paraliż uniemożliwiający uchwalenie w Kongresie czegokolwiek ważnego, nawet taka zmiana to krok w dobrym kierunku.
Tags: debata w Baltimore > GOP > narracja > Obama > teleprompter
Comments
13 Responses to “Obama vs GOP w Baltimore”
Leave a Reply


luty 2nd, 2010 @ 19:21
Coś ten link z YT nie bardzo działa.
luty 2nd, 2010 @ 21:54
poprawiłem :)
luty 3rd, 2010 @ 04:19
U nas już noc i same szokujące wyniki prawyborów. Wciąż oficjalnie nie wiadomo kogo wystawi GOP i Dems na gov. i lt. gov. Co za wieczór! (Mamy rewoltę downstate :o)) Chyba czas na drinka (albo 12 :o)), wow!
Dzięki za link (Frank Rich). Znakomity… LBJ – that’s the guy we need now, indeed!
luty 4th, 2010 @ 21:40
Jutro w wiadomościach: http://www.nbcchicago.com/news/politics/Scott-lee-cohen-violent-outbursts-steroids-83580457.html :o)
Przyjmuje zakłady:
1) Cohen udaje Blago i decyduje się przetrwać
2) Cohen składa rezygnacje przed głównymi wyborami pomimo wydanych milionów
I love my state. :o)…
luty 4th, 2010 @ 21:45
dobry początek dla Dems :]
jak oceniasz szanse GOP w Il-Senate??
luty 4th, 2010 @ 22:15
Przyłączam się do pytania.
Illinois będzie ciekawym Toss-upem. Mam nadzieję, że Senatorem nie zostanie chłopak z namaszczenia PPFA.
luty 6th, 2010 @ 01:11
Szanse GOP? Za wcześnie żeby rozsądnie o tym mówić. Natomiast będzie to niewątpliwie festiwal rzucania błotem na czas.
To jest aktualny spot DSCC: http://www.youtube.com/watch?v=v5BYaNwJUlU
To jest aktualny spot NRSC: http://www.youtube.com/watch?v=eocJHtBVLyI
I czemu się dziwić że normalni ludzie obchodzą politykę na długość najdłuższego kija?
Obydwa spoty kłamią jak z nut, to żeby nie było wątpliwości. Jednakże, spot GOP jest karykaturalny. GOP musi stonować ataki, jeśli chce, żeby trafiały do publiczności; zapominają, że jak mało ludzi przychodzi na wybory generalne w IL to jest wciąż więcej Dems niż GOP. Spot Dems, jest idealnie wymierzony i trafiony. Sportretowanie Kirk’a jako narzędzia lobbystów zadziała.
Proszę pamiętać też o tym, że to IL. My tolerujemy korupcje, jeśli polityk jest efektywny. Także, który z tych dwóch kandydatów będzie mógł więcej w Waszyngtonie – Kirk, z partii mniejszości? Czy Alexi, kumpel prezydenta i z partii większości? I to na to pytanie wyborcy będą się starali odpowiedzieć…
Problem dla GOP: Kirk jest politykiem który ma tendencje do zgadzania się z każdym rozmówcą. Jak się spotyka z herbacianymi to się z nimi zgadza. Jak się spotyka z progressives to się z nimi zgadza. Takie zachowanie to jak ładowanie amunicji w bron przeciwnika.
I znowu, żeby nie było później jakiegoś gadania – Kirk mógłby spokojnie startować jako kandydat partii Dems. W jego dystrykcie konserwatywni Repubs nie mieszkają i jego kariera do te pory wyraźnie świadczy o tym że jest z liberalnego skrzydła GOP, a mógłby być spokojnie z DLC. IL -GOP (zbieranina konserwatystów którzy nie potrafią nic wygrać, ale maja ‘principles”) bardzo go nie lubi. Mowa jest o tym, że będzie jeszcze jeden kandydat w tych wyborach, reprezentujący tych którzy uważają Kirk’a za RINO. Jeśli się tak zdarzy to Kirk ma małe szanse. GOP w IL sknociło wszystkie swoje szanse w ostatniej dekadzie. Czemu mieliby tego nie zrobić teraz też?
Problem dla Dems: Broadway Bank, który jest w rękach rodziny Giannoulias (i gdzie Alexi pracował) będzie bankrutował w czasie kampanii. Banki dzisiejszymi czasy to wróg nr. 1 publiczności.
Charyzma: tu zdecydowanie punkt dla Alexi. Nie wiem czy słyszeliście któregoś z tych dwóch kandydatów, ale Alexi jest po prostu dużo bardziej ujmujący.
Także tak się ma sytuacja, imo. Co z niej wyniknie? Nie wiem. Za wcześnie na prognostykę…
@Antyleft – obydwaj kandydaci na senatora w IL zajmują stanowisko zdecydowane pro-aborcyjne.
luty 8th, 2010 @ 01:26
Dear Leader Tells Americans to Shut Up.
“I don’t want the folks who created the mess to do a lot of talking; I don’t mind cleaning up the mess, just don’t do a lot of talking”
Co za Narcyz :-)))
To jest smutne ze mamy takiego Prezydenta.
luty 8th, 2010 @ 01:45
Skandal w IL się skończył ;o) – http://www.chicagobreakingnews.com/2010/02/speaker-madigan-met-with-cohen-urged-him-to-quit.html
luty 8th, 2010 @ 12:21
@allexamina Niestety bogactwa wyboru to IL nie posiada. No chyba, że mowa o wyborach gubernatorskich i naszym polskim akcencie, który w przeciwieństwie do kirka czy greckiego koszykarza wspiera normalność.
luty 8th, 2010 @ 22:46
@antyleft – Andrzejewski był kandydatem który wyeliminował McKenna z prawyborów. Nie wiem czy zdawał sobie sprawę z tego, czy nie (polscy kandydaci zwykle nie rozumieją oczywistych rzeczy), ale taką funkcje wypełnił. McKenna był szefem GOP w IL w latach 2005-2009. Andrzejewski stanął w szrankach do walki z McKenną o jego wyborców i podzielił głosy. Jego kariera w IL się niniejszym skończyła. Nie ma o co płakać. Nie ma nic gorszego niż niezorientowany polityk.
Co do kampanii senatorskiej to obydwaj kandydaci mocno się kwalifikują i są wartościowymi kandydatami. Nas tu w IL takie pierdoły jak aborcja nie obchodzą. Może dlatego, że mamy prawdziwe problemy jak np. to że na dzień dzisiejszy nasz stan jest niewypłacalny, że przyszły gubernator będzie musiał zaciągnąć pożyczki i podnieść podatki, wyrzucić wielu z pracy (ważne żeby tych co trzeba), dogadać się z Madiganem (wow!) i to że senator będzie musiał umieć przynieść do IL pomoc finansową z Waszyngtonu bo inaczej, np., nie będziemy mogli dojechać do pracy komunikacją publiczną bo zamkną.
Problemem jest to, że kampania będzie wredna i nie da się po niej rozpoznać, który z kandydatów bardziej się nadaje.
Kampania senatorska jest obstawiona dobrze z obydwu stron (choć pewnie Hoffman byłby lepszy po stronie Dems). Kampania na gubernatora byłaby lepsza gdyby Dillard i Hynes wygrali prawybory.
luty 9th, 2010 @ 01:38
@ allexamina
Mało obchodzą mnie cyferki na wykresach ekonomicznych dotyczące stanu Illinois jak i w ogóle wszystkich innych stanów. Kiedy pewne wartości zanikają to nie ma różnicy tutaj wskaźnik PKB czy stopa bezrobocia. Trzymam kciuki za Andrzejewskiego, bo on jako jeden z niewielu czymś w tej brudnej polityce się kieruje. Pozwól, jednak że nie będę się nad tym rozwodził z osobą, która problem aborcji traktuje jako pierdołę. Do pewnych poziomów niestety się nie zniżam. Mimo wszystko – pozdrawiam
luty 26th, 2010 @ 06:19
@antyleft, twój post posłużył mi dobrze za podejmowanie głupich dyskusji o głupiej aborcji.
Ale, gwoli jasności, nie ma takiej możliwości żeby jakikolwiek polityk, czy grupa polityków wpłynęła na federalnym poziomie na zmianę prawa aborcyjnego w USA w ciągu najbliższych 8 lat. Po prostu nie ma. Takie są realia. Może są jakieś tam szanse drogą sądową ale tego się nie da przewidzieć, jest mało prawdopodobne, i do polityki to nie należy. W IL nie tylko nie ma możliwości, nie ma też ochoty.
Także jak zamierzasz sprawdzić że ten twój Andrzejewski faktycznie ‘czymś się tam kieruje w polityce” na podstawie jego opinii o aborcji? Przecież on ci tylko mówi to co ty chcesz usłyszeć a nic go to nie kosztuje bo jego opinia w tej sprawie jest nieweryfikowalna…
I po co gadać o aborcji w kontekście polityki? I to jeszcze w Stanach Zjednoczonych, kraju który wymyślił pragmatyzm?
A przecież nie jest tak że ci którzy wygłaszają ‘poprawne’ poglądy są prawymi ludźmi. Jak ci się tak wydaje to pomyśl że wyrządzasz swojej republice krzywdę głosując bo wystawiasz na wysokie krzesła ludzi którzy się nie kwalifikują bo twoje kryteria kwalifikujące są marne. A to grzech nie do przebaczenia wśród obywateli.