Kampania internetowa GOP w Massachusetts
Co najmniej od 2006 r. Demokraci posiadali zdecydowaną przewagę w prowadzeniu kampanii politycznych w internecie. Szczególnie boleśnie Republikanie przekonali się o tym w wyborach prezydenckich 2008 gdy Obama a wcześniej także Hillary posiadali znaczną przewagę zarówno w internetowym fundraisingu, jak i budowaniu zaplecza organizacyjnego poprzez sieci społecznościowe.
Tydzień temu Scott Brown udowodnił, że również Republikanie potrafią efektywnie wykorzystywać możliwości które dają nowoczesne technologie. Co więcej, w niektórych przypadkach sztab Browna prześcignął rozwiązania stosowane wcześniej przez Demokratów.
Przede wszystkim, Brown ustawił się w pozycji polityka który przyniesie zmianę, jest niezwiązany ściśle z Partią Republikańską, i walczy przeciwko kontrolowanej z Waszyngtonu maszynie Demokratów w stanie i kandydatką, która tą maszynę ucieleśnia. W ten sposób, Brown mógł liczyć na głosy wyborców niezależnych i co więcej jego postać stała się wiralnym fenomenem, rozprzestrzeniającym się w internecie samodzielnie, bez udziału kampanii. To oddolne zainteresowanie dobrze widać w statystykach : Brown miał 70 tys fanów na Facebooku, Coakley – 13 tys. W ten sposób jego sztab nadrobił braki w rozpoznawalności swojego kandydata.
Dzięki szerokiej i samo-rozwijającej się sieci zwolenników, sztab Browna mógł rozwinąć kilka kluczowych w każdej kampanii działalności. Po pierwsze i najważniejsze, udawało mu się skutecznie zbierać pieniądze w sieci. W czasie tzw. moneybomb, 11 stycznia Brown zebrał aż 1.3 mln dolarów w ciągu jednego dnia. Informacje o “bombie” rozsyłane były za pomocą Twittera przez blogerów, politycznych aktywistów, i samych polityków GOP przy użyciu wspólnego #hashtaga. Po drugie, Brown za pomocą sieci społecznościowej zbudowanej na portalu Ning, i zintegrowanej z klasyczną kampanią “w terenie” koordynował działania wolontariuszy, w niemal identyczny sposób jak w 2008 r. Obama. Jego sztab, dysponując dużymi zasobami wolontariuszy, mógł uruchomić np. aplikacje na iPhone i Blackberry, Walking Edge dzięki której można było
w czasie rzeczywistym, dzięki GPSowi sprawdzać gdzie są domy wyborców których można przekonać i kto zajmuje się konkretnym rejonem, oraz wprowadzać współdzielone dla wszystkich użytkowników dane o odwiedzinach. Ta aplikacja to duży krok naprzód w stosunku do aplikacji na iPhone Obamy, która nie wykorzystywała GPSa w żadnym stopniu.
Kombinacja sprawdzonych oraz nowych rozwiązań sieciowych, umożliwiła Brownowi prześcignięcie Marthy Coakley oraz odmienienie politycznego krajobrazu Ameryki w 2010 r.
Członkowie zespołu Browna to w wielu przypadkach ludzie związani z Mittem Romneyem, który jest wymieniany jako potencjalny kandydat w wyborach prezydenckich w 2012 r. Jak widać, Republikanie odrobili lekcję którą zadał im Obama. Teraz to Demokraci muszą nadrabiać braki, przede wszystkim w wykorzystywaniu Twittera w fundraisingu i organizacji.
Czasu jest bardzo niewiele w porównaniu do skali przygotowań do wyborów prezydenckich. Wybory do Kongresu już 2 listopada.





1 comment
Very cool! Nie wiedziałam jak to działało :o)…
Jutro u nas w IL prawybory… Przypomniałam sobie trochę historii i to jak Obama mógł zdobyć krzesło senatora IL, które zapoczątkowało jego karierę. Otóż w 1998 sen. Dems Mosley-Braun, była w kolosalnych kłopotach… GOP w prawyborach wystawili 2 kandydatów: Didrickson i Fitzgerald. Didrickson była z umiarkowanego skrzydła GOP – szeroko znana i popularna, Fitzgerald był bardzo konserwatywny. Fitzgerald wygrał bo wydal szalone pieniądze, ale nie chciało mu się zbierać pieniędzy ponownie na następne wybory i odszedł an emeryturę 6 lat później. W następnych wyborach brał już udział Obama. Gwarantuje wszystkim obecnym, że gdyby Didrickson była na miejscu Fitzgeralda to uzbierałaby pieniądze na następne wybory, miałaby wystarczająco liberalną opinie na IL i Obama albo by z nią nie walczył, albo nie wygrałby tak szeroko jak wygrał. I dziś wyglądałoby inaczej.
Tak się opłaca lansować w demokracji polityków o odstających od wyborców poglądach. GOP przegrała IL w latach 90. bo chciała urobić IL na stan bardzo konserwatywnego wtedy GOP. Tak jak dziś Dems przegrali MA bo chcieli za wszelką cenę mieć na miejscu Teddy kogoś z DLC. W obydwu przypadkach partie sknociły strategie polityczną i zapłaciły za to bardzo…
I tak wracam do pytania – czy brak organizacji ze strony Dems był naturalnym wynikiem działalności partii, czy faktycznie zaspali?
Zostaw komentarz