Dlaczego kampanie wyborcze w Polsce nie będą kopią amerykańskich?
Posted on | styczeń 5, 2010 | 3 Comments
Wczoraj natrafiłem na dość ciekawy tekst Dominika Uhliga w którym poruszana jest niezwykle interesująca dla mnie tematyka zapożyczania amerykańskich wzorców prowadzenia kampanii wyborczych przez polskich polityków. W związku ze zbliżającymi się wyborami, w 2010 r. temat ten będzie zapewne wracał jak bumerang, powtarza się zresztą wielokrotnie w czasie dyskusji, które toczyły się m.in. na Twitterze.
Odpowiedź na pytanie postawione w tytule wspomnianego wyżej tekstu, które brzmi “Czy kampania prezydencka 2010 będzie kopią amerykańskiej?” jest bardzo prosta i brzmi “Nie ma na to szans, w szczególności w sferze marketingowo-internetowej.” Dlaczego?
Przede wszystkim to jak wyglądają teraz kampanie w USA, a w szczególności jak wyglądała kampania Baracka Obamy jest efektem takiego a nie innego kształtu całego systemu polityczno-społecznego w USA, systemu który ewoluował od czasu powstania Stanów Zjednoczonych. Obama nie postawiłby na internet gdyby nie fakt, że tylko Internet i zbudowanie narzędzi dla internetowego ruchu oddolnego dawało mu szansę z Hillary, kandydatką partyjnego establishmentu. Tylko kształt prawyborów, w których kluczowe znaczenie ma wielotygodniowe zaangażowanie aktywistów w każdym regionie danego stanu, w którym zwycięstwo zależy od zbudowania prawidłowej strategii rozpisanej nie na miesiące ale na lata, umożliwił koordynację takich działań (oraz zbieranie pieniędzy) przez Internet. Także kształt dwóch najważniejszych partii politycznych w USA, otwarte możliwości startu w prawyborach, szerokie tradycje obywatelskiego zaangażowania w politykę spowodowały że oddolne ruchy społeczne, dzięki internetowi mogły niejako “odnaleźć” takie postacie jak Howard Dean czy Ron Paul. Również klimat polityczny ostatnich dwóch cykli wyborczych – polaryzująca elektorat kadencja Busha – spowodowały, że ktoś taki jak Obama czy Ron Paul mogli się pojawić.
Dlatego też mit o “polskim Baracku Obamie” jest tylko mitem, niczym więcej. Nie da się skopiować tak złożonego systemu i warunków.
Nie oznacza to oczywiście, że pewne narzędzia i sposoby walki o głosy nie mogą zostać w odpowiedni sposób przystosowane i zastosowane w specyficznych warunkach polskich kampanii. Ciekawie zapowiada się na przykład to o czym mówi w wspomnianym tekście Andrzej Olechowski
“Moja kampania będzie najmniej amerykańska, jeśli chodzi o baloniki i fajerwerki, ale bardzo amerykańska w tym, że chcę ją oprzeć na energii obywateli”
W styczniu ma ruszyć platforma internetowa na której kandydat będzie “gromadził” wolontariuszy. Ciekawe czy oznacza to także koordynację działań tychże wolontariuszy w poszczególnych regionach kraju oraz na ile strategia internetowa Olechowskiego będzie zintegrowana z całością jego kampanijnych planów i działalności.
Natomiast na marginesie całej sprawy nie odmówię sobie skomentowania wypowiedzi Michała Kamińskiego z PiS, który w tekście Uhliga tak oto podsumował zbieżność ideologiczną Lecha Kaczyńskiego i Baracka Obamy
Warto zauważyć, że to, co Obama zaproponował np. w ochronie zdrowia, idealnie mieści się w filozofii Lecha Kaczyńskiego. Amerykanie odchodzą od liberalnego systemu, który chce wprowadzać Donald Tusk.
W rzeczywistości reforma służby zdrowia która za jakiś czas zostanie podpisana przez Obamę to w zasadzie tylko - bardzo znaczące, ale jednak - poprawki do istniejącego już w USA systemu, który opiera się na prywatnych firmach ubezpieczeniowych i w którym rząd federalny odgrywa tylko pomniejszą rolę. Gdyby było inaczej, lewica w USA nie krytykowałaby chyba tak zaciekle Obamy i Demokratów, za to że “sprzedali się” interesom firm farmaceutycznych i ubezpieczeniowych, także poprzez wprowadzenie obowiązku ubezpieczenia się, co siłą rzeczy doda tym firmom klientów. Nie ma mowy i nigdy nie było o wprowadzeniu np. systemu single-payer, charakterystycznego dla Europy i Kanady. Ponadto o ile wiem, Donald Tusk nigdy nie proponował wprowadzenia w Polsce ani modelu amerykańskiego, ani tym bardziej zmodyfikowanej wersji amerykańskiego systemu zbliżonej do tego co postulował np. John McCain czy inni Republikanie w czasie kampanii wyborczej.
To że nie da się wprost skopiować Obamy i jego kampanii, nie oznacza że w naszym kraju polityka w Internecie musi być mało skuteczna albo mało interesująca. Mam nadzieję, że nie skończy się jednak tylko na zapowiedziach.
Comments
3 Responses to “Dlaczego kampanie wyborcze w Polsce nie będą kopią amerykańskich?”
Leave a Reply


styczeń 6th, 2010 @ 23:16
Bylem na spotkaniu z Olechowskim na Uniwersytecie Gdańskim i to zacytowane zdanie w moim odczuciu to pusty frazes. Pan Olechowski recytował jakies nieciekawe i oklepane formulki w stylu “moja druzyna jest Polska” albo “kadził” ze Polacy to tamto i siamto wszystko super fajnie aktywni przedsiebiorczy obrotni zaradni pracowici tylko rzad do dupy. Ogolnie wystapienie pod wzgledem merytorycznym miałkie nijakie i imho nie ma sie spodziewać czegokolwiek oryginalnego w jego kampanii
styczeń 10th, 2010 @ 19:40
przede wszystkim poszedł już pierwszy strzał w kolano, mianowicie tomasz nałęcz. to od razu pokazuje do jakiego stopnia nie jesteśmy jeszcze gotowi na kampanię w “amerykańskim” stylu. ale to co napisałeś – sporo w tym racji, bo to, że kampania nie będzie iście amerykańska, wcale nie oznacza, że będzie zła, mało konkretna czy uwłaczająca wyborcom.
może czas na wyrobienie “polskiego” podejścia do marketingu politycznego? tylko proszę bez udziału michała kamińskiego… takich spin doctorów jakich ma PiS to ze świecą szukać. negatywnie, rzecz jasna.
styczeń 10th, 2010 @ 22:22
@steyr
może ma po prostu złego speechwritera :)? Faktycznie, jego postać jak do tej pory bardzo słabo kojarzy mi się z oddolną kampanią a la Obama. Ale być może jego sztab trzyma jeszcze asa w rękawie.
@economygirl
na pewno “polskie” podejście może się wyrobić w przyszłości, gdy Internet będzie dużo ważniejszy jako medium (w szerokim znaczeniu tego słowa). Teraz jednak… obawiam się że w większości przypadków będa to półśrodki, obliczone nie tyle na ich realne wykorzystanie co na przyciągnięcie uwagi mediów.