Obama i sondaże: nieunikniony spadek?
Posted on | sierpień 8, 2009 | 16 Comments
Szybkie spojrzenie na wyniki badań najlepszych pracowni sondażowych w USA pokazują jasno, że po 6 miesiącach nastąpił definitywny koniec “miodowego miesiąca” nowej administracji. Od 20 stycznia czyli od zaprzysiężenia, Obama systematycznie traci poparcie. W ostatnim sondażu Quinnipiac University tylko 50% mieszkańców USA pozytywnie ocenia jego pracę.
Zainspirowany ciekawym tekstem Jacka Gadzinowskiego zacząłem się zastanawiać, co w istocie jest przyczyną tego dość wyraźnego trendu spadkowego. Czy są to błędy w strategii politycznej i legislacyjnej? Komunikacji? A może taki spadek był nieunikniony, a bardzo wysokie notowania Obamy na początku jego kadencji były po prostu rezultatem zbiorowego westchnienia ulgi po końcu rządów Busha?
Na początek warto zauważyć, że hasłem całej kampanii wyborczej obecnego prezydenta była “zmiana” Jednak nigdy ta zmiana nie została – co jest dość oczywiste – dokładnie zdefiniowana. Można było się domyślać że będzie to zmiana zarówno w sferze politics, co zakłada odejście od “dziel i rządź” Karla Rove’a i sferze policy, co zakładało wprowadzenie szeregu istotnych reform – służby zdrowia i systemu ubezpieczeń zdrowotnych, energetyki, edukacji, systemu imigracyjnego, polityki zagranicznej itd. Oczywiście obie te sfery są ze sobą powiązane: politics to także (a może przede wszystkim) kontrola wizerunku i budowa politycznych narracji, co ścisły związek (przynajmniej powinno mieć) z konkretnymi działaniami.
Paradoksalnie to właśnie ogromna sprawność z jaką sztabowcy Obamy pokonywali kolejnych kandydatów na drodze swojego szefa do prezydentury jest jedną z przyczyn dla których teraz notowania prezydenta Obamy spadają. Hasło “zmiana” i cała narracja zbudowana wokół Obamy zawsze kontrastowane było z kolejnymi przeciwnikami – Hillary czy McCainem. Teraz jednak nie ma już wyraźnych przeciwników, a realizacja owego hasła nie polega na kolejnych manewrach politycznych, tylko na realizacji skutecznej strategii legislacyjnej w Kongresie. Co gorsza, wizerunkowi wirtuozi ze sztabu Obamy którzy zasiedli na wysokich stanowiskach w Białym Domu nie potrafili zbudować skutecznej strategii, która pokazałaby mieszkańcom USA co tak w istocie zmienia się w Waszyngtonie i jakie konkretne zmiany planowane są w przyszłości. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że tych zmian nie ma za dużo, ale także dlatego że te które zachodzą nie są w odpowiedni sposób pokazywane. Aparat doradczy prezydenta zawodzi więc w dwóch warstwach: całkowitego przestawienia się na tryb “rządzenia” a nie “kampanii” i zbudowanie wokół tego drugiego odpowiedniej strategii wizerunkowej. Nie oznacza to oczywiście że takowa nie istnieje albo też że jest całkowicie nieadekwatna, niemniej jednak widać przywiązanie do przeszłych metod i sztuczek.
Po drugie, we wszystkich najważniejszych projektach legislacyjnych Biały Dom niemal całkowicie oddał inicjatywę Kongresowi, odwrotnie niż to było np. w przypadku reformy służby zdrowia Clintona, gdy ten dostarczy gotową ł1.300 stronicową ustawę Kongresowi by bezradnie patrzeć jak zirytowani członkowie Kongresu rozdzierają dokument na strzępy. Obama pozwolił by to szefowie najważniejszych komisji przygotowywali kluczowe dla jego programu wyborczego ustawy. W ten sposób zwiększa szanse że Kongres ostatecznie te ustawy przegłosuje, ale oddając inicjatywę Obama pokazuje się jako człowiek słaby, który nie kieruję w pełnym stopniu kierunkiem działania swojej administracji.
Po trzecie, w świadomości mieszkańców USA znika Bush i jego administracja. Teraz to Obama ma recesję “na własność”. Nie można już usprawiedliwiać się błędami poprzedników. Tymczasem nawet najsprawniejszej administracji byłoby trudno w ciągu sześciu miesięcy wydobyć gospodarkę USA z tak głębokiej zapaści. Sytuacji nie polepszają niejasne kryteria sukcesu i niejasne zadania pakietu ratunkowego oraz dość wyraźne trudności jakie ma Timothy Geithner z pokazaniem że program ratunkowy TARP nie polega na kreatywnej księgowości na koszt podatnika, mającej na celu uratowanie Wall Street.
Podsumowując, spadek w sondażach tego prezydenta i tej administracji nie był nieunikniony. Szeregu błędów komunikacyjnych i legislacyjnych można było uniknąć. Teraz od wyników gospodarki zależy czy Demokratom uda się utrzymać większość w Kongresie w 2010 r. Republikanie, mimo braku wyraźnego lidera, zdołali zbudować strategię komunikacyjną, pokazującą wyraźnie błędy prezydenta. Trudno oczekiwać, że zaprzepaszczą na własne życzenie szanse wyborczego sukcesu.
Comments
16 Responses to “Obama i sondaże: nieunikniony spadek?”
Leave a Reply


sierpień 8th, 2009 @ 21:50
3 słowa: reforma ubezpieczeń zdrowotnych.
Ludzie się boją zmian i nie są dobrze poinformowani co się zmienia. GOP ma od lat wypracowane ścieżki komunikacyjne i zalewa rynek maksymalną ilością bzdur (patrz: ostania wypowiedz Palin). To musi docierać jakoś-tam… Grassroots miały być mechanizmem Dems ale GOP organizuje krzykaczy do rozpędzania dyskusji…
GOP wybrało sobie reformę ubezpieczeń zdrowotnych jako narzędzie do pogrzebania Obamy. Obama wchodząc w szranki dyskusji na ten temat musiał sobie zdawać sprawę że skończy się to dla niego obniżeniem popularności. Ale, popularność da się odrobić, szczególnie jak się startuje z pułapu ponad 60%. Besides, he’s from Chicago. We don’t break. :o)…
sierpień 9th, 2009 @ 12:59
No wlasnie: nie są dobrze poinformowani. A prezydent jest w mediach b.często. Ciągle ma te konf. prasowe, wywiady tu, wywiady tam. Co też robi jego rząd? Sebelius? Jest w tej debacie kompletnie niewidoczna. Szkoda że Daschle musiał zrezygnować….
BTW: nie uważasz że prawica w USA jest już tak zradykalizowana, że bardziej już nie można, i że może się to w pewnym momencie skończyć tragicznie. Oglądam na youtube te filmiki z town-halls i jestem nieco zaniepokojony.
Co do sondaży, to w Gallupie już mu wzrasta, do 58% :]
sierpień 9th, 2009 @ 13:42
W sumie się z Tobą zgadzam , tylko co Ty z tą narracją ? :) czyście wszyscy poszaleli? ja wiem że macki Wielkiego Narratora sięgają daleko ale że nawet do USA ? :) Nawet sam Wielki Narrator nie jest w stanie wyjaśnić co to niby jest ta narracja a co dopiero inni :)
W polityce jest ważny message a nie jakaś niezdefiniowana narracja :)
A co do Obamy i USA – Po prosu amerykanie są bardzo praktyczni i sam wizerunek im nie wystarczy liczą się konkretne interesy, praktyczne rozwiązania – oni po prostu do polityki podchodzą dużo bardziej na chłodno i kalkulują.
sierpień 9th, 2009 @ 14:31
ech co do tych narracji to myśle że można stworzyć przekonywującą definicję opierając się na teorii literatury. Sama narracja to chyba ułożona w pewną całość seria “przekazów”, zwykle dużo bardziej personalnych i stanowiących meta-poziom dla przekazu politycznego (http://neilstockley.blogspot.com/2008/06/yes-yuo-can-have-political-narrative.html ) – przynajmniej w przypadku polityków, a nie “narracji medialnej” (ja bym rozróżnił te dwa poziomy)
sierpień 9th, 2009 @ 19:13
Ja bym się jednak upierał przy nieco bardziej tradycyjnej “strategii” która powoduje taką a nie inną serie “przekazów” i która to strategia decyduje o osiąganym celu komunikacyjnym.
Słowo “Narracja” dalej mi nie leży :))
Pozdrawiam
sierpień 14th, 2009 @ 09:23
Łukasz, wcale nie jestem pewna czy tak “do polityki podchodzą dużo bardziej na chłodno i kalkulują”, wybraliśmy w końcu W. dwa razy. Wszyscy wiedzieliśmy że to idiota. Pamiętam jak dziś dyskusje o tym że prezydent nie musi być mądry, byle miał mądrych doradców…
Michał, faktycznie niepokojące… A najbardziej wkurzają głupi politycy GOP i media którzy rozdmuchują to dalej… Ten kraj ma duże tradycje w linczu i politycznych morderstwach… Jak igranie z ogniem…
Miałam okazję w tym tygodniu oglądać cable ‘news’ – nie mam kablowej telewizji w domu (programowo, żeby się nie denerwować, co lepsze seriale po prostu kupuje jak wychodzą na dvd – polecam “In Treatment” btw.) – ci wszyscy durnie z town-halls później trafiają do telewizji… Widziałam na przykład tego idiotę z rewolwerem w holstrze (sp?). Szczeka mi opadła i dalej jest gdzieś tam na ziemi… Ich interesuje co ma do powiedzenia idiota z rewolwerem albo panienka która zadała pytanie senatorowi ale nie usłyszała odpowiedzi bo była przejęta. NPR robi wywiad z panem który gada coś o tym że Hitler był socjalistą a on walczył przeciw niemu… (chyba przyszedł na nie ten town hall meeting… w tym wieku demencja nie jest rzadkością…) A jeszcze pani Palin, wyskakująca na Obame o to co GOP wstawiło do projektu… Zresztą słusznie…
Kraj Ubu się przeniósł z Polski do USA. Jestem za bardzo wkurzona żeby spekulować o polityce.
sierpień 27th, 2009 @ 21:23
Standardowo po zaprzysiężeniu prezydenta, rządu etc. po 6 miesiącach spada poparcie. Kończą się emocje związane z kampania, ludzie
bardziej zwracają uwagę co tak na prawdę robi nasz kandydat. Wbrew pozorom Obama rozgrywa to dobrze, no może poza zbyt mocnym
przyparciem skrajnej prawicy do ściany. W dłuższej perspektywie małe grupy, dobrze zorganizowane staja sie co raz bardziej
agresywne a to może mieć różne skutki. Prawidłowo aspekty legislacji zrzucił na barki Kongersu. jeszcze większe szanse na
uchwalenie ustawy, w razie komplikacji zawsze odpowiedzialność nie spada tylko na niego. Co ważne zrzucając część pracy na barki Kongeresu ma czas na publiczna debatę i “promowanie” pomysłu. Strategię oceniam pozytywnie, cudów nie
ma ale prawidłowo są wykorzystywane mechanizmy wypracowane z czasów kampanii. Po przeprowadzeniu tej reformy wyjdzie wzmocniony w sumie przejdzie do historii. Po pierwsze uda mu się coś na czym polegli poprzednicy, zmobilizuje swój elektorat, ludzi odczują “zmianę” no i nie będzie można mu odmówić że nie realizuje programu wyborczego. W sumie można to streścić jednym zdaniem “zwycięzca ma zawsze rację”
@LukaszPawłowski wbrew pozorom ludzie w USA nie są aż tak strasznie praktyczni, co prawda mają ten wskaźnik większy niż inne nacje ale nie wszyscy. Bardzo duża cześć żyje w świecie mediów i to co im się przekazuje, interes schodzi na dalszy plan. Warto jednak zauważyć że jest tez część społeczeństwa którzy są aż nadto praktyczni i sadząc po samym czerpaniu informacji, zaangażowaniu w kampanię wyborczą za pomocą określonych narzędzi ta grupa skupiona jest wokół Obamy ;)
sierpień 28th, 2009 @ 15:44
[...] tłumnie oddali na niego głosy w zeszłym roku. Jak zauważa Michał Kolanko na swoim blogu Spin Room , mistrz PR-u i jego drużyna geniuszy technologii politycznej mają problemy ze zdefiniowaniem [...]
sierpień 30th, 2009 @ 23:00
czas nadrobić zaległości :)
@Łukasz Pawłowski
co do pojęcia “narracja” to chciałbym też zauważyć, że w tej strategii komunikacyjnej o której wspominasz, duży udział miały np. w czasie kampanii wyborczej w 08 w USA pierwiatki czysto osobiste, które były przeplatana z propozycjami merytorycznymi i które pozostawały w sprzężeniu zwrotnym z tymi propozycjami. Obama=change (sama osoba) McCain=maverick (bohaterstwo, Wietnam itd) Clinton = experience, toughness. To wyróżnia narracje, bo jak wspominałem nie przez przypadek termin ten łączy się z literaturą.
@allexamina
mam wrażenie że ten temat się nieco wypalił do dwóch tygodniach. Media się znudziły i protesty przeszły do porządku dziennnego.
@Tomasz Sawicki
zwyciezca ma zawsze rację, ale w przypadku reformy służby zdrowia polityczne zwycięstwo nie jest takie oczywiste. Za to na pewno jęsli nie będzie public option, to lewica Obamie tego nie wybaczy. A w 2010 przez to (choć nie tylko) nie będzie tak poważnej mobilizacji Demokratycznej “bazy” i Demokraci stracą bardzo dużo w Kongresie.
wrzesień 1st, 2009 @ 00:28
“mam wrażenie że ten temat się nieco wypalił do dwóch tygodniach. Media się znudziły i protesty przeszły do porządku dziennego.”
Kennedy umarł i dlatego. Ale wrócą. Głupota to powszechna choroba.
“w 2010 przez to (choć nie tylko) nie będzie tak poważnej mobilizacji Demokratycznej “bazy” ”
Jak WH sprzeda public option to będzie ogromna mobilizacja, w pierwszej turze wyborów. Zapomniałeś że ludzie nauczyli się zbierać pieniądze na polityczne cele poza normalnymi strukturami politycznymi :o)… Jak to się skończy dla Blue Dogs? ciężko przewidzieć. Ale będzie interesująco. :o)
wrzesień 1st, 2009 @ 15:52
@Allexamina
nie zapomniałem, ale mam wątpliwości czy aktywność w primaries przełoży się na późniejsze wyniki, oraz czy te primaries bedzie wszędzie. Ostatni sondaż dailykos/R2K pokazuje odpadanie lewicowej bazy. http://dailykos.com/weeklytrends
Co ciekawe, Blue Dogs mogą najbardziej stracić na klęsce reformy. Rok 1994 to pokazał. A i tak najbardziej winni będą Dems w stylu Baucus/Conrad/Nelson/Bayh. A oni nie mają wyborów w 2010 r na karku…
wrzesień 8th, 2009 @ 20:20
Wyniki nie są istotne. Popularność nie jest istotna. Istotne są pieniądze. I jak wściekła jest baza. I widać to bardzo na przykładzie tych 4 senatorów których wyliczasz.
Baucus z Montany – praktycznie nie do wysadzenia. Nie mieszkał w stanie i wygrywał wybory. Strasznie umiejscowiony w Powers That Be. Pod 70tke, to może jego ostatnia kadencja (do 2014), można by to wymusić odpowiednią kampanią.
Conrad z N. Dakota – czyli na pustyni i rak ryba. Przegrywa następne wybory z gov. Hoevenem jeśli tamten zdecyduje się na kampanie. Ale poza tym jest nie do ruszenia. Można by popchnąć rękę Hoevena przez odpowiednia kampanie – dużo Dems nie tracą bo jeden wart drugiego, Hoeven jest po prostu radykałem prawicy a Conrad jest radykałem prawicy w szafie.
Nelson – ponieważ FL to stan emerytów wydaje mu się że nie musi popierać ubezpieczenia dla wszystkich (emeryci mają ubezpieczenie). Zapomina że większość emerytów ma dzieci. Jego popularność jest w dużym procencie zasługą GOP. Fiasko Schiavo odbywało się na FL. Nelson jest do wybicia z tej czwórki… już teraz.
Bayh, z IN, też byłby o wybicia gdyby WH robił jakakolwiek sensowną kampanie na rzecz health care. Bayh w zasadzie posiada IN. Był gubernatorem, ma cala maszynę polityczną Dems do usług w tym stanie. Wydaje mu się że my wybory łatwo przyjdą. można by wymusić na nim wydanie sporej sumy pieniędzy na prawybory.
Także każdego z powyższych można solidnie skrzywdzić. Jak Dems przegrają te kampanie to im na większości nie będzie zależeć. Już ją mają i co z tego wynikło?
wrzesień 16th, 2009 @ 02:23
Rahm nigdy nie pozwoli skrzywdzić swoich Blue Dogs w Izbie. Z Senatem może być podobnie.
Wściekłość bazy będzie oczywiście widoczna. Ale ta wściekłość może nie przełożyć się na utrzymanie majority w Izbie.
Bardzo ciekawie będzie natomiast w Penn. Toomey+Spectet+Sestak :)
wrzesień 29th, 2009 @ 21:21
Nie mam przekonania co do zdolności Rahma pod tym względem i zawsze odwojuje się do przykładu Cegielis vs. Duckworth z IL-6. Także pomoc Rahma dla Blue Dogs jest kosztowna i może przynieść przeciwne od oczekiwanych efektow.
Nie jestem pod wrażeniem osiągnięć Rahma w nowej administracji. Błąd za błędem w health care reform. Jak na chicagoską szkołę polityki to się wiele nie nauczył… Przydałby się Obamie Rostenkowski…
Generalnie rzecz biorąc, jak health care reform w racjonalnym kształcie nie przejdzie to, bazie na utrzymaniu większości w Kongresie nie będzie zależeć. Strategia się zmieni na uformowanie ostrej, zjednoczonej, i wystarczająco dużej grupy politycznej zdolnej do zatrzymania każdej innej reformy w biegu nawet po 2 kadencji Obamy. Jak się nie da teraz w jednym prawie, to się da przez negocjacje przez lata.
Co do PA – Specter ich jak na razie rozgrywa tak jak chciał. Rozłożył ich sobie na 2 tury, w kolejności która mu odpowiada. Z Toomey nie wygrałby primaries, ale wygrywa general elections. Pytanie dla Dems czy Sestak wygrywa z Toomey w gen. el. i to nie jest takie oczywiste. Więc wygląda interesująco ale jak przyjdzie co do czego to może będziemy ziewać? :o)
październik 1st, 2009 @ 22:32
ostatnio widzialem sondaż w którym Toomey miał tylko 1% straty do Spectera
co do healthcare – zobaczymy jakie beda rezultaty. Public option nie jest taka martwa byc moze. polecam ten tekst
http://www.boomantribune.com/story/2009/9/28/142630/927
btw: czy to co wyłoni się z conference committee może być później poddane filibusterowi w Sancie? czy będzie zwykły up and down vote?
listopad 13th, 2009 @ 22:23
Sorki, jak to mówią… nie zauważyłam Twojej odpowiedzi do dzisiaj… :(
Tak, dokument conference committee może być poddany filibusterowi w Senacie. Nie może być poprawiony (ammended) przez Senat – tylko Conference Committee może go poprawić.
Bez precedensu byłoby gdyby dokument CC został zablokowany i wszystkie negocjacje się rozpadły i trzeba by było zacząć od nowa… CC i co się wydarzy po CC będzie dziełem Obamy. A on nie pozwoli na filibuster… Do CC – HCR to dzieło wszystkich, potem tylko Obamy… Dlatego rola Rahma jest lekko martwiąca…
Wciąż nie ma sensownej publicznej dyskusji na temat samej reformy. Ciekawy moment sobie wybrała GOP żeby zdechnąć…